Zacznijmy od początku. Miał być wyjazdowy Sylwester - nie wyszedł. Nie wyszło picie wina na chorwackiej riwierze, spacerowanie po najukochańszym Lwowie ani nawet raczenie się grzańcem w jakiejś bieszczadzkiej głuszy. Bieszczady miały być także i tym razem, jednak nie po to moją ulubioną zasadą w podróży jest "plany są po to, aby je zmieniać", żeby wszystko miało pójść zgodnie z pierwotnym zamysłem. I tak oto wylądowałam w Beskidach.
Pierwszą...